czwartek, 24 listopada 2016

Zakład Uzdrowień Społecznych

Pojechałam do ZUSu na komisję lekarską w sprawie ubiegania się o rentę z tytułu niezdolności do pracy. Po kilku latach chemioterapii, radioterapii i trzech autologicznych przeszczepach szpiku kostnego nie jestem w stanie jeszcze przez jakiś czas pracować na etat. Mam bardzo słabą odporność i w okresie od jesieni do wiosny, a więc w czasie wszechobecnych gryp i infekcji powinnam unikać miejsc publicznych. Mimo tego, że faktycznie unikam takich miejsc, albo chodzę w maseczce i tak w każdym miesiącu jesienno-zimowej pory roku wykładam się do łóżka z jakąś infekcją, którą najczęściej ciężko i długo przechodzę. Jestem więc kiepskim kandydatem na pracownika, bo częściej byłabym na L4, niż w pracy. Jednak z racji tego, że z 600 zł renty nie da się utrzymać, zwłaszcza tak często wymagając leków, dorabiam sobie biorąc jakieś prace za zlecenie, które mogę wykonywać w domu. Z tymi argumentami, z dokumentami ze szpitala i opiniami od mojego onkologa i lekarza rodzinnego wchodzę na salę, gdzie czeka na mnie komisja...

Jak tylko przekroczyłam próg kazano mi usiąść. Świetnie. Przymierzam się do zajęcia krzesła po drugiej stronie stołu, gdzie siedzi komisja, jednak szybko zostaję poinstruowana, że moje miejsce jest tam w rogu, przy drzwiach. Sala była wielkości szkolnej klasy, a w rogu, gdzie miałam usiąść zazwyczaj stoi kosz na śmieci. Na więcej niż kosz zdawałoby się nie ma tam miejsca, jednak tu udało się komuś wcisnąć małe krzesełko przy miniaturkowym stoliczku. Od razu pokazano mi, gdzie moje miejsce.

Komisja zajmowała wygodne, postawne krzesła w jednym kącie sali, a ja siedziałam stulona w drugim kącie po przeciwnej jej stronie. Z tej odległości nie tylko nie byłam w stanie podać na wyciągnięcie ręki dokumentów, dlatego co chwilę musiałam wstawać i podchodzić, ale również słabo słyszałam co do mnie mówiono z powodu zbyt dużego dystansu między mną, a komisją. Spytałam więc, czy mogę przysiąść się bliżej, w końcu po drugiej stronie stołu, gdzie siedziała komisja było wolne krzesło, a ja lepiej bym słyszała. Odmówiono mi. Nie pozwolono mi zmienić miejsca. Jeszcze nie daj Boże zajęłabym równie wysokie krzesło jak komisja, co mogło by sugerować, że jest jakaś równość.

To nie koniec upokorzeń. Kazano mi rozebrać się do bielizny i w obecności męskiej części komisji przechadzać się po sali prawie naga. Czemu miało to służyć? Czy raka albo słabą odporność widać w sposobie stawiania stóp? Zapytałam o to, ale nikt nie poczuwał się do obowiązku odpowiadania na pytania "petenta". Potem było kolano i młoteczek i mnóstwo innych, absurdalnych "badań", które miały wykazać, że nie mam żadnych problemów ze zdrowiem.

Samo stawienie się na komisji i opowiadanie przed obcymi ludźmi o swoich niedomaganiach było dla mnie trudne, bo zdecydowanie bardziej wolę mówić o swoich zasobach i o tym, co we mnie zdrowe i sprawne. Tu nie dość, że musiałam mówić o tym co chore, to jeszcze komisja starała się każdą moja wypowiedź podważyć, albo umniejszyć znaczenie. Absolutnie wszystko co powiedziałam odwracali na moją niekorzyść. Prawie jak w amerykańskich filmach akcji, kiedy policjant łapie bandytę, kuje go w kajdanki i mówi: "wszystko co teraz powiesz może być użyte przeciwko tobie".

Czułam jak zbiera mnie na płacz. O to w końcu chodziło- żebym czuła się gorsza, poniżona i wszelkie "roszczenia" zostawiła na boku. Co do roszczeniowości- nawet kiedy powiedziałam, że jakoś daje radę z sześciuset złotową rentą, bo dorabiam pracując w domu, bo tylko tak mogę przetrwać, to komisja nie zobaczyła w tym zaradności, którą warto wesprzeć. Nie zobaczyła też tego, że nie jestem i nie chce być rento-sępem, który nie stara się poprawić swojej sytuacji materialnej, bo czeka na kasę z ZUSu, ale starała się wykazać, że skoro jestem zaradna to nie potrzebuję wsparcia...

Udało im się. Weszłam pewna siebie, kolorowo ubrana i z życzliwością na języku, a wyszłam z płaczem, przygarbiona. Chodziło w końcu o to, żeby udowodnić mi, że nie mam tu czego szukać, a moja osoba nie jest warta pochylenia się nad nią z troską i życzliwością. Przyszłam do miejsca, w którym ludzie z trudna sytuacją zdrowotną mogą dostać wsparcie. Teoretycznie. Tymczasem dostałam z buta, zostałam poniżona i z godnością kosza na śmieci zajęłam miejsce w kącie.

ZUS, Chorzów, ul. Lwowska 2. Tu możesz poczuć się jak obywatel drugiej kategorii.




43 komentarze:

  1. Dzień dobry
    No, a mój sąsiad, który ma niewiele ponad 50 lat był pracownikiem straży pożarnej ( był tzw. zaopatrzeniowcem) , obecnie od kilku lat pobiera emeryturę w wysokości 4 tys.złotych ( słownie: cztery tysiące złotych polskich) i pytam się ja, może naiwnie, za co

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Kasiu, to dobrze, że Pani sąsiad ma godne pieniądze do życia. Jestem raczej skłonna cieszyć się z tego, niż zazdrościć. To, że ktoś ma lepiej nie znaczy, że trzeba ciągnąć tego kogoś w dół, ale aspiować w górę. Sprawiedliwości nigdy nie będzie, ale możemy dążyć do tego, żebyśmy mieli tak samo dobrze jak inni, a nie inni tak samo źle jak my.

      Pozdrawiam Panią!

      Usuń
    2. Dlaczego uważa pani, że zazdroszczę sąsiadowi, chodzi mi o nierówne traktowanie ludzi.
      A poza tym w spotkaniu z ZUS-em trudno aspirować w górę , sama pani tego doświadczyła.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Zabrzmiało mi to, jak żal, że sąsiad tyle dostaje, że to nie sprawiedliwe. Ale może źle Panią zrozumiałam. Jeśli tak to przepraszam :) Ale też wyobrażam sobie, że za takimi porównaniami do innych kryje się współczucie dla tych, którzy mają gorzej. To fakt- jeśli chodzi o ZUS trudno aspirować w górę...

      Usuń
  2. PZON Rybnik - brat bliźniak tego chorzowskiego... dokładnie ten sam sposób postępowania. Trzy lata temu skończyło się orzeczenie o niepełnosprawności mojej córki a ja wciąż nie mogę zebrać sił aby jeszcze raz przejść z dzieckiem przez to samo. Upokarzanie mnie jako nieudolnej matki i mojego dziecka jako bezwzględnego naciągacza nie wiadomo czego, jest dla mnie za trudne do ogarnięcia... :(((
    cóż można powiedzieć...
    trzymaj się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, współczuję i mogę powiedzieć nawet- rozumiem. Zanim byłam w Chorzowie byłam też w Rybniku i tam całe szczęście zostałam potraktowana "tylko" chłodno, ale nie chamsko i upokarzająco.

      Usuń
  3. aż się trzęsę

    może warto następnym razem skontaktować się np z rzecznikiem praw pacjenta?
    Dokładnie dowiedzieć się, jakie się ma prawa i... nagrać wizytę?

    jakby sama choroba nie była wystarczająco juchowa....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy wyciąganie konsekwencji z prawa do bycia traktowanym po ludzku coś da... Niestety to miekkię prawo, nie podlegające paragrafom. Kultura osobista, szanowanie drugiego człowieka, życzliwość... tego niestety nie da się objąć prawem.

      Podoba mi się słowo "juchowa" :)

      Ściskam Cię!

      Usuń
    2. moja nabyta elegancja blogowa nie pozwala na pisanie inaczej niz przewrotnie:P

      ale narobienie wstydu takim pożal się Boże komisjantom to rzecz warta zachodu

      Usuń
    3. To chyba nie jestem elegancka, bo jeden z postów nazwałam bez przewrotności ;)

      Masz racje. Warte zachodu. Przemyślę :)

      Usuń
    4. u siebie to co innego, wtedy można zaszaleć:)

      Usuń
  4. Współczuję i bardzo mi przykro. Kolejny raz uświadomiłam sobie ile w życiu mam szczęścia. Jako osoba permanentnie chora mam szczęscie do lekarzy i do ZUS. Dostałam I grupę inwalidzką na stałe bez rozbierania, gadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie była Pani traktowana wyjątkowo... czyli normalnie, tak jak powinno się traktować ludzi. Szkoda, że traktowanie drugiego człowieka normalnie, z szacunkiem to takie wyzwanie.

      Usuń
  5. Straszne, kolejny raz staje się dla mnie jasne, że w naszym kraju jeżeli możesz na kogoś liczyć to licz na siebie. Czasami jednak pomocy potrzebujemy, a wtedy zderzamy się z ogromną znieczulicą, bo nikt nie widział w Pani czlowieka a....no własnie kogo. Niestety podczas chorowania bardzo często chory pozbawiany jest godności - kiedy chory próbuje wyjść na prostą - robi się wszystko aby mu to uniemożliwić. Nie chcałam, aby mój wpis był tak pesymistczny, ale nie można się godzić na takie zachowania - bo to nie jest normalne. Pani Marzeno życzę mimo wszystko wytrwałości i wiary w człowieka....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Godność... To prawda co Pani mówi. Dziękuję Pani Edyto za słowa wsparcia.

      Usuń
  6. Koniecznie trzeba się odwołać....
    bandyctwo w biały dzień....
    W naszym kraju ,żeby chorować .to trzeba być zdrowym,aby mieć siłę to wszystko wytrzymać.

    Pozdrawiam i trzymam kciuki ,aby się udało,
    Marzenko podziwiam Cię i życzę duzo sił,zdrówka i szczęścia ,bo zasługujesz na to .
    Pisz częściej,czekamy na każdy Twój wpis.

    CAŁUSKI

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety ale tak działa każdy oddzial ZUS w tym kraju. Mój teściu tez przez to przechodził tzn przez sznurek upokorzeń w ZUS, a potem walkę w sądzie pracy o rentę. Na żadnej z rozpraw nie było żadnego przedstawiciela ZUS. Po 2 latach walki dostał rente na 2 lata, czyli zanim ja z powrotem dostał prawie mu się juz skończyła. Jest chory, ze ma przez to przechodzic jeszcze raz. Ma problem kardiologiczne I poważne z kręgosłupem. O jego zdolnośco orzekał spacjalista pulmononlog, który stweirdziła, ze po wszepieniu tytanowych implantów długosci 20 cm, stabilizujacych kregosłup jes juz zdolny do pracy jako górnik... nadmienię tylko, ze mój tesciu nie załozy sobie sam skarpetek bez pomocy, I nie zawiąże krawata, a w stopach czasmi traci czucie I się potyka. Na tak przedstaiona sprawe pulnonolog stwierdziła, żeby nie przesadzal bo w sklepie może sobie kupić takie urządzenie do zakładania skarpetek I niech nie udaje, ze wymaga pomocy bo w życiu trzeba sopbie radzić.... Obśmilismy sie przez łyz yobrażając sobei jego z kilofem I tym urządzeniem do nakładania skarpetek I jak zasówa pod ziemię.... Dostał rente 600 PLN, z czeho 500 PLN idzie na leki, w tym plastry morfinowe przeciwbólowe, bo po 2 operacjach kręgosłupa dalej go poli, a przed nime kolejen... I kolejna komisja w ZUSie, i moze znowu walka przed sądem. najgorsze, że takich przypadków jest tysiące i o tym głośno się nie mówi. Mielismy akcje rodzic po ludzku, umierac po ludzku to moze czas na akcje ludzkiego traktowania przez ZUS. Najgorsze, ze metody tych lekarzy w ZUS są ubeckie i dokladnie tak jak piszesz pozbawiają człowieka godności. A ci lekarze dlaje orzekaja i nie sa do rudzenia. Ja nawet chciałam coś z tym zrobić, tylko nie wiem jak i co....
    Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  8. Marzenko,
    Jesteś bardzo dzielna, dziękuję Ci że, miałaś odwagę napisać prawdę o Tych niegodziwych ludziach. Przez takich ludzi życie jest nie do zniesienia. Nie daj się im złamać, nie pozwól by ich jad palił Twoje życie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widocznie ZUS nie lituje się nad ludźmi, którzy mają kłopoty z wytwarzaniem energii w organizmie.
    Ale ZUS i lekarze powinni ci wyraźnie powiedzieć co tą energię ci zżera.

    sprawdź czy twoja choroba to nie zaawansowana
    grzybica candida albicans

    dr Janus, książka: nie daj się zjeść grzybom candida
    możesz wejść na forum
    http://fungidia.my-forum.pl/topics/1188/

    z tego co wiem to objawy wszystkich nowotworów wynikających z grzybicy
    1. Niski poziom wytwarzania energii, częste uczucie zimna, złe samopoczucie w upały, słabość fizyczna
    2. Często zbyt niski poziom cukru we krwi: coś żre cukier w człowieku. Candida albicans żywi się głównie cukrem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Unknown,
      wymienione, to (niektóre) objawy niedoczynności nadnerczy.

      Usuń
  10. Powróciło jak jakiś koszmar .... ZUS Zabrze - wypisz wymaluj scenariusz taki sam, a dodatkowo tłukli mnie młotkiem w kolano i łaskotali stopy jakoś onkolodzy badali mnie zupełnie inaczej, co ciekawe nie było onkologa w grupie "badających".... chyba jakieś rytuały odprawiali czy co.....

    OdpowiedzUsuń
  11. Tez choruje na raka .Stawalam 2 razy na komisji Zusowskiej ale staralam sie o zasilek opiekunczy .Jeden lekarz orzecznik .Tez ciezko to znioslam ale zasilem mam do 2018 roku a bylam pewna po badaniu ze nie dostane.Przykro mi ze tak Cie potraktowano.Przeczytalam w gazecie.Napisz skarge.Koniecznie. Pozdrawiam Renata

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja byłam na komisji odwoławczej w ZUSie wczoraj. Chciałam przedłużyć świadczenie rehabilitacyjne. Wcześniej pani lekarka po 3 minutach spędzonych na komisji uznała, że jestem zdrowa, dlatego się odwołałam. Dzień wcześniej byłam na komisji odnośnie ustalenia stopnia niepełnosprawności, która ustaliła, że jestem umiarkowanie niepełnosprawna i mogę wykonywać pracę w ciągu najbliższych trzech lat tylko w warunkach pracy chronionej. Oczywiście nie pokazałam tego w ZUSie. Jestem po dwóch operacjach kręgosłupa i zwyczajnie jeszcze nie doszłam do siebie. Poza tym między jedną a drugą pogorszył się mój stan zdrowia i nie mogę siedzieć. Oczywiście od drzwi na każde moje zdanie był jakiś komentarz, w stylu, że to, co mówię, to nie są objawy, tylko nazwy chorób i żebym nie używała takich skomplikowanych słów, jak staw krzyżowo-biodrowy, skoro nie jestem po medycynie. I mnóstwo chamskich tekstów. Nie byli zainteresowani doniesioną dokumentacją w postaci konsultacji ze specjalistami, bo nie są to wyniki badań. Szczęśliwie cała trójka zbadała moje odruchy neurologiczne, uznając, że są w normie, więc, że mnie boli, no cóż, subiektywne odczucie. Ale chyba najlepszy był Pan najpewniej kardiolog, który zasiadł u szczytu leżanki od strony moich nóg i cały czas obserwował z tej pozycji, jak wykonywałam różne unoszenia i rozkładania nóg, które zażyczyła sobie komisja - na szczęście w majtkach. Po czym orzekł, żebym zdjęła stanik, bo chce mnie zbadać kardiologicznie, do lewej piersi przyłożył mi słuchawkę, a do drugiej przyłożył głowę, w zasadzie twarz na odległość centymetra... Nie wiem, jak to się ma do kręgosłupa, ale zdiagnozował mi arytmię. Geniusz. To tak a propos upokorzeń. Jakby Pani pisała skargę, artykuł, to chętnie się dołączę. Tymczasem wyślą mi decyzję do 4rech tygodni, ale ja już wiem, co w niej będzie.

    OdpowiedzUsuń
  13. ZUS w Rawiczu i Sąd w Poznaniu identycznie- upokarzanie i wydawanie przez lekarzy opinii sprzecznych kompletnie ze stanem zdrowia.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie też to spotkało w ZUSie w Poznaniu. Po dwóch miesiącach od operacji kręgosłupa wezwano mnie na badanie zasadności przebywania na zwolnieniu lekarskim. Pani doktor mnie badająca zakwestionowała moją operację i kazała mi pokazać bliznę na plecach! Kolejne nieprzyjemności czekały mnie przy przedłużeniu pobierania świadczenia rehabilitacyjnego. Badała mnie pediatra i cudownie uzdrowiła. Na samą myśl,że miałabym się tam znowu pojawić cierpnie mi skóra. Pamiętam jeszcze sytuację mężczyzny, który w wypadku stracił nogę i ZUS po raz kolejny udowadniał mu, że jest w stanie pracować na ... budowie.
    Walcz o swoje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę. Już podjęłam decyzję, że idę do sądu. Czekam tylko na orzeczenie.

      Usuń
  15. Nie tylko w tym zusie, ale nie dziwi mnie instytucja która działa na betonowych procedurach sprzed lat... ale ludzie którzy tam pracują bez celu, bez empatii... TRZYMAJ się, karma zawsze Cię obroni...

    OdpowiedzUsuń
  16. ZUS Koszalin. Tam sa lekarze orzecznicy cudotworcy. Wszystkich uzdrawiaja.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dwa wypadki-jeden w pracy,drugi w drodze do.Lata leczenia i rehabilitacji (bez renty, chociażby czasowej). Na utrzymaniu niepełnosprawna żona (też bez renty).Po drugim wypadku orzecznik ZUS w Chorzowie śmiał przyznać mi świadczenie rehabilitacyjne na 4 miesiące. Po kilku dniach naczelny lekarz ZUS w Chorzowie zakwestionował decyzję swojego orzecznika, po czym "zorganizował(a)" identyczną jak u Pani upokarzającą komisję,
    z wiadomym skutkiem. Sąd Pracy i odwołania, to farsa.Dwa razy , bez "papugi"(nie było mnie stać)-efekt wiadomy. Znalazłem w końcu nocną pracę jako niepełnosprawny, jeść trzeba i lekarstwa wykupić. Lekarz medycyny sadowej po błaganiach wydał pozytywną opinię i pozwolił na ograniczoną pracę. Wytrzymałem niecałe 2 lata, dłużej się nie dało. Wyznaczono mi kolejną operację za 12 lat (Pan poszuka w innych szpitalach).
    Aktualnie pracuję, poszczęściło mi się, znalazłem jako niepełnosprawny pracę (lekarz prowadzący był przeciwny,medycyna pracy tez, ale chyba mam siłę przekonywania,że przecież jeszcze żyjemy i chcemy jeść-to takie trywialne i pierwotne,a jednak).
    Materiału na książkę by wystarczyło. Do ZUS w Chorzowie nigdy mnie już nikt nie zaciągnie, prędzej skonam i o to im chodzi, ale "moralne trupy", jak ich określił ich pracownik, więcej mnie nie upokorzą. Do żebrania tez mnie nie zmusili . Dorobiłem się depresji, to było nieuniknione. Tylko fizyczny ból jest w nocy nie do wytrzymania, snu mi brakuje...Kiedy nie śpię, zastanawiam się jaką kanalią trzeba być, żeby za kilka "srebrników" sprzedać chorego ? Pozdrawiam i życzę zdrowia, tudzież odrobiny szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,

      Sąd pracy nie jest zły - my też nie mieliśmy adwokata, tylko dokumentację medyczną tę samą którą przedstawiał mój teściu w ZUS. Sąd miał swoich orzeczników lekarzy. I wygraliśmy. I to piszesz to rzeczywiście racja - ZUS uzdrawia, a lekarz medycyny pracy nigdy nie podpisze Ci zdolności do pracy. I nikt się nie przejmuje co z takimi ludźmi się dzieje.
      Pozdrawiam
      Kasia

      Usuń
  18. Ja stawałam przed komisja 3x. Pierwszy-świadczenie rehabilitacyjne o.k. Jak się okazało była nowa pani doktor. Potem starałam sie o rentę. Na dzień dobry usłyszałam słowa "siad" "nie przeszkadzać" gdy próbowałam powiedzieć coś po podaniu dokumentów. Potem usłyszałam "położyć się". Potraktowano mnie jak bezosobowego psa. Dostałam decyzję do ręki kazano mi podpisać i wyjść. Co podpisałam dowiedziałam sie na korytarzu (3lata renty). W tym roku miałam ponowną komisje i zaskoczenie. Miły Pan doktor. Mówił po ludzku. Zachowywał sie współczująco...da się...OCZYWIŚCIE NA KOMISJĘ CHODZĘ BEZ MAKIJAŻU WYGLĄDAM JAK BEZDOMNA I UPOŚLEDZONA. Bo uwierzycie nic ich nie obchodzi wasza choroba. To smutna prawda. Dostałam rentę na 5 lat. Wygrywam z nowotworem czego wszystkim życzę.Jednak czy wygracie z ZUS..to chyba trudniejsza walka.

    OdpowiedzUsuń
  19. W Sądzie w Poznaniu, mojemu mężowi,który ma uciski na rdzeń szyjny i piersiowy, na nerwy korzeniowe chodzi tylko przy pomocy kuli (wszystko potwierdzone badaniami i dokumentacją medyczną) w opinii jedna biegła napisała,że udaje aby wyłudzić rentę,a co najdziwniejsze podczas badania popierała wszystko co było właśnie w tych dokumentach.Nawet nie kazała rozebrać się do badania. Badala szybko i pobieżnie, w opinii pominęła wlasnie opisy tych rezonansów, które mówią o uciskach, jakby tego nie bylo.Na rencie na te schorzenia był 8 lat,stan jego stopniowio sie pogarsza.Lekarze ostrzegają gi ,że grozi mu poważne kalactwo. Nagle cudownie wyzdrowiał.Walczymy dalej.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. to miejsce w kącie to może po to żeby nie nagrywać przebiegu spotkania z wysoką komisją. Ja jestem za nagłaśnianiem takich przypadków ,jeśli publicznie nie będziemy mówić to kto się o tym dowie a urzędnicy będą bezkarni. Pani Marzeno tak bardzo Panią podziwiam i śledzę od lat .Przytulam mocno

    OdpowiedzUsuń
  21. Przerobilam nowotwor narzadow rodnych. Spotkanie z szanowna komisja,gdzie srednia wieku oscylowala w granicach69-70 lat . Najpierw chcieli mi udowodnic,ze oszukuje,kombinuje i mam im tu natychmiast pokazac rane pooperacyjna. Zawiedli sie,rana od jednej kosci biodrowej do drugie jak byk. No to papiery na stol i ani slowa! No i mnie wku...li tak,ze wstalam ,powiedzialam co o nich sadze,oswiadczylam,ze wystepuje do sadu z oskarzeniem o psychiczne znecanie sie. Pojechalam do domu. Po jakiejs godzinie tel z ZUS czy jestem w stanie przyjechac i podpisac decyzje. Powiedzialam,ze maja mi przyslac,nie bede do nich wiecej jezdzila. Przyszla decyzja , na rok swiadczenie. Doszlam w tym czasie na tyle, ze leczenie kontynuowalam juz pracujac.. Zycze Ci zdrowia i zebys juz nigdy nie musiala przerabiac takiego spotkania z darmozjadami-oni zyja znaszych skladek. Przy okazji dr. Banaszak z ZUS z Gdanska ten powinien miec rente dozywotnia . Dzis mieszkam za granica i powiem Ci tutaj jest podobnie z uznaniem swiadczen.Pozdrawiam Jola

    OdpowiedzUsuń
  22. A skąd wiadomo, co orzekła komisja i że negowała zaradność, skoro orzeczenie otrzymuje się pocztą?

    I pytanie do komentującej pani Iwony - jak to możliwe, że sytuacja w Zabrzu była taka sama, skoro w Zabrzu nie ma 3 osobowych komisji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie napisałam co orzekła komisja, ani że negowała zaradność. Napisałam, że zaradność nie była tym, czym warto było się chwalić.

      Usuń
  23. Podłość ludzka... Nie mam innych słów na to co Cię spotkało. Zwierzęta się w taki sposób nie zachowują. :(
    Ale co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Głowa do góry, pierś do przodu i nie oglądaj się za siebie. Na prostaków nie ma rady. :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Pani Marzeno!
    To jest główny problem służby zdrowia w Polsce - odbiera człowiekowi godność. Im chory ciężej chory, tym bardziej, tym łatwiej. Co zrobić żeby pacjent był podmiotem? Może mogłaby Pani wymienić z nazwiska lekarzy? Może gdyby Ci władcy ludzkiego losu przestali być anonimowi to zachowaliby się jak ludzie? |Może ktoś stworzy platformę internetową typu "znany lekarz" gdzie takie przypadki zostaną opisane?
    Wielkie brawa dla Pani że jednak Pani walczyła - o równość, o krzesło przy stole.
    Jest Pani taka dzielna, tyle Pani wycierpiała, tak mi przykro!
    Proszę się nie dać, dobra jest więcej i jest silniejsze.
    Życzę Pani sukcesu, żeby nie tylko zachowała Pani godność ale i wiarę w człowieka, w dobro.
    Niech Pani więcej pisze jeśli Pani może. Robi to Pani tak dobrze. Ten blog to jakaś istota człowieczeństwa, on właśnie pokazuje godność człowieka, nawet w tak strasznej ciężkiej chorobie, nawet w najbardziej przyziemnych momentach występowania oznak fizycznej słabości. Jak go czytam to jestem dumna. Z Pani.

    OdpowiedzUsuń
  25. W mops-ie można ubiegać się o zasiłek celowany, np na zakup leków. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. Byłam na rocznej terapii interferonem i przeciwwirusowej chemii za niebotyczną kasę. Niestety, jestem przedstawicielką prekariatu, czyli samozatrudniona z własną dg, co oznacza wzelkie pracownicze obowiązki i żadnych praw. Praca na nocki w warunkach szkodliwych, 50km dojazdu w jedną stronę. W wolne dni brałam zwolnienia żeby płacić mniejszy zus bo nie miałam kasy na dojazdy do szpitala i noclegi. Zwolnienie na cały okres leczenia oznaczało brak pracy, brak kasy i rezygnację z leczenia oraz brak ubezpieczenia. Zdarzało się, że w czasie zwolnienia musiałam iść do roboty, wiedziałam, że to nie zgodne z prawem ale nie miałam wyjścia. Tak smo nie zgodna z prawem jest moja fikcyjna dg... ZUS zadziałał niczym owczarek alzacki na rampie. Skontrolował moją pracę na umowie zleceniu i kazał oddać chorobowe oraz poinformował, że składki wpłacone są nie do zwrócenia choć odbiera mi z ich tutułu prawo do
    ubezpieczenia i ten czas nie liczy się do emerytury. Kiedy wpłacałam kasę to brali i nic im nie przeszkadzało. W pisamach zwracali się do mnie per pan (wyszły mi wtedy włosy), przekręcali nazwisko, adres, pesel. Leczenie przerwano. Po co wydawać pieniądze na terapie, gdy człowiek nie ma możliwości skorzystać z podstawowych praw. Ale ja nie jestem człowiekiem tylko tanią siłą roboczą, zoptymalizowanym kosztem. Wszystkim paniom w zus inowrocław życzę długiej i wyczerpującej choroby.

    OdpowiedzUsuń
  27. Tam jest potrzebny tylko jeden ruch, natychmiast wypier... wszystkich na zbity pysk z wyrokiem, ze nigdy nie beda mieli prawa pracowac z ludzmi.To sa ludzie, ktorych juz nic nie jest wstanie zmienic.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz jakąś sprawę, z którą chciałabyś się do mnie zwrócić osobiście, możesz to zrobić pisząc na m.erm@vp.pl