niedziela, 13 kwietnia 2014

Film bez końca


Tak, Adcetris działa. Jest czysto!


To na prawdę świetna wiadomość,
Lepiej być przecież nie mogło!
To na prawdę świetna wiadomość,
Lepiej być przecież nie mogło!
To na prawdę świetna wiadomość,

Lepiej
być
przecież
nie mogło!

Powtarzam to sobie 50 razy jak Zdrowaś Mario.
Zdrowaś Marzeno!!!
Szafuję wykrzyknikami, żeby pokreślić entuzjazm
Którego nie podzielam.

Jako osoba walcząca z rakiem
Którą ponoć choroba nauczyła
Cieszyć się życiem
Powinnam cieszyć się
Z byle czego
A co dopiero
Z cofnięcia się choroby

Ogłaszam więc
Wcale nie otwarcie
Lecz trochę wstydnie:
Nie cieszę się.

Tak, Adcetris działa.

To na prawdę świetna wiadomość,
Lepiej być przecież nie mogło!

Skaczę z radości
Ale kiedy po podskoku dotykam już ziemi
Strach podcina mi kolana.

Przeszczep szpiku od dawcy niespokrewnionego
- Ja nazywam go przykrą konsekwencją remisji
Lekarze szansą
Moje drżące dłonie śmiercią

Komu wierzyć?

Jest szansa
Na życie
Albo na śmierć
Jak uda,
które zawsze są dwa:
Uda się
Albo się nie uda.

Póki co kontynuuje leczenie Adcetrisem
I myślę co dalej
I nie wiem co dalej
I z każdym dniem nie wiem bardziej.

Co mam zrobić
Do licha
Do diaska
Do cholery?

Jak macie dobre układy z Tym na górze,
To powiedzcie mu, żeby mi na ucho coś podszepnął.
Niech podpowie!

Albo nie
Niech nie szepcze
Niech wrzaśnie mi prosto w ucho!
Żebym się przypadkiem nie przesłyszała...







Taki oto mój "Film bez końca".




niedziela, 16 lutego 2014

Proszę Państwo, Proszę Państwa

Proszę Państwo, Proszę Państwa

Proszę Państwo
o pieniądze,
ale Państwo dać mi nie może
kieszonkowego na życie,
bo forsa jest im potrzebna
na zakupy w pasmanterii.
Trzeba w końcu załatać dziury
w budżetowej skarpecie
grubymi nićmi szytej.

Proszę Państwa
o pieniądze,
bo woda w fontannie zamarzła,
a wdowa wrzuciła doń ostatni grosz,
kasjerka została zwolniona,
a w komisie tuż za rogiem
Diabeł moją duszę wycenił
na psie pieniądze
Jest przesyt na rynku- mówił.

Proszę, proszę proszę... Kolejny sezon proszenia przede mną. Przyzwyczaiłam się już do tego, że mi z tym niezręcznie. Ale czy mam inne wyjście? Choć- gdyby się głębiej zastanowić- tak. Otóż na jednej ze zbiórek na moje leczenie, kiedy chodziłam z puszką i prosiłam, jedna z pań uzmysłowiła mi, że jest jeszcze jedno rozwiązanie... - Wolałabym umrzeć, niż się upokarzać i żebrać- podpowiedziała. Zrobiłam sobie jednak szybką wizualizację, jak wsadzam pani palec w oko. Poskutkowało. Napięcie zeszło, a pani nie straciła oka. Wilk syty i owca cała.

Kiedyś na treningu aikido Sensei, czyli trener naszej grupy, sprawdzał, czy dobrze się bronię.
- Nie zasłaniasz się - stwierdził.
- Zasłaniam - zaprotestowałam.

Pyk i jego wskazujący palec wylądował w moim oku.
Przez pół godziny widziałam przez mgłę.

Palec w oko tym, którym nie wstyd mnie zawstydzać.
Niech nauczą się zasłaniać.

Pozostało mi prosić. O wpłaty i o przekazanie na moje leczenie 1% podatku. Tak więc- proszę Was!

Jeśli będziecie robić PITu PITu to polecam KRS: 0000 33 88 03, cel szczegółowy 1%: "Marzena Erm"

Wpłaty na konto Fundacji Rak'n'Roll
o numerze 34 1140 2017 0000 4002 1296 2440                 z dopiskiem "Dla Marzeny Erm"

Odpłacę w uśmiechu!
Obiecuję.







niedziela, 9 lutego 2014

Drodzy Czytacze, Wspieracze, Podglądacze, Tajni Agenci
Umiłowani w mym blogu Bracia i Siostry

Jak wiecie- zbieram jeden procent. Jedni zbierają znaczki, inni punkty karne, ja przepadam za procencikami. Wątroba jest wyrozumiała i jakoś znosi tę moją słabość. Wiecie też, że potrzebuję kolejnych 232 tysięcy złotych na całą terapię Adcetrisem, która przewiduje 16 dawek leku po 32 tysiące każda. W zeszłym roku potrzebowałam "jedynie" 200 tysięcy na leczenie przeciwko nawrotowi, jednak teraz muszę walczyć z Hodgkinem, który już wrócił i trzyma swe obleśne łapska na moim krągłym biodrze. Dlatego konieczne jest przyjęcie wszystkich szesnastu dawek leku, które przewiduje schemat leczenia. Cała terapia to koszt ponad pół miliona złotych...

Dlatego
Trzeba działać!


Takie oto kalendarzyki kieszonkowe wyjdą niebawem z drukarni. Wraz z Misją Rakija ruszamy pełną parą z zachęcaniem niezdecydowanych podatników na oddanie 1% podatku na moje leczenie. Może i Wy chcielibyście rozkolportować je u siebie i zachęcić innych do oddania 1% podatku na leczenie dla mnie? Drukujemy 10 tys. takich sztuk i będziemy je rozdawać nie tylko w gronie rodziny, ale wszędzie, gdzie tylko gromadzą się ludzie- zakłady pracy, sklepy, biblioteki, kopalnie, kościoły... Gdzie tylko się da!

Pewnie i Wy macie w swojej okolicy miejsca, gdzie moglibyście rozdać takie kalendarzyki, może pracujecie w dużej firmie, albo Wasi znajomi pracują w jakimś publicznym miejscu, a może znacie jakieś biura rachunkowe, które chętnie rozliczyłyby niezdecydowanych klientów przekazując 1% na moją walkę z rakiem? A może chcielibyście takie kalendarzyki ofiarować rodzinie i znajomym?

Napiszcie do nas e-maila na misja.rakija@gmail.com w tytule wiadomości pisząc "kalendarzyki" a w treści Wasz adres zamieszkania oraz ilość kalendarzyków, którą chcielibyście dostać i rozdać, a my wyślemy je do Was jak tylko wyjdą z drukarni. To może być 30 sztuk, ale może być i 300! Wyślemy Wam tyle ile uznacie, że dacię radę rozdać "z ręki do ręki". Gdyby Wam brakło- doślemy kolejne! Zostawianie kalendarzyków na sklepowych ladach, portierniach oraz innych płaszczyznach równoległych do sufitu licząc na to, że ktoś sam się zainteresuje i sam sobie weźmie na niewiele się zdaję. Dlatego najlepiej dać komuś taki kalendarzyk bezpośrednio do ręki :) Pomóżcie mi sprawić, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o tym, że potrzebuje pomocy i chciało przekazać 1% podatku mnie, nie Urzędowi Skarbowego. To dla mnie szansa, że uzbieram pieniądze na całe leczenie. Potrzeba jeszcze 232 tysięcy złotych. To ogromna kwota! Pomóżcie mi proszę!




czwartek, 30 stycznia 2014

32 koła

Jestem kobietą z klasą
Dlatego zamiast upijać się w piątek tanim jabolem
Będę pakować sobie w żyłę prochy za 32 koła.

Kto bogatemu zabroni?

Adcetris de Lux tylko dla wybranych.
Przez Hodgkina- rzecz jasna.

W kwietniu kończy mi się kasa.
Będę podbierać bratu ze skarbonki
Sprzedam telewizor rodziców
I złoty zegarek po babci.

Zrobię wszystko

Z miedziaków przecedzę wodę w fontannie
Z najniższej krajowej oskubię kasjerkę
Odbiorę wdowie grosz
Zaprzedam duszę diabłu

Oddam pocałunek ciepły
Oddam się za soczewicy miskę
Oddam życie za siebie
Oddam pięknym za nadobne

Bylebym miała na kolejną działkę.

Tyle we mnie chęci Życia
Aż ręce mi się trzęsą
Na samą myśl,
odstawienia Go
na wieki wieków
Amen



czwartek, 23 stycznia 2014

Cancer Plan

Cancer Plan, czyli pomysł onkologów, by znieść limity w leczeniu raka. Brzmi jak jedna z kategorii znanej wszystkim dyscypliny sportowej- rzut słowem na wiatr. Albo jak strawa dla złotej rybki. Albo jak bajka. 

Jednak kiedy w ścisłej współpracy górna i dolna warga twierdzą,
że to możliwe,
I kiedy nosiciel warg zaczyna mówić,
z przekonaniem kogoś, kto naprawdę wierzy w to co mówi,
W setkach tysięcy chorych na raka polaków budzi się nadzieja
na porzucenie narzuconej w horrorze roli.

We mnie też,
ale mówią, żem naiwna. 

Od horroru do onirycznej bajki o zdrowiu i szczęściu długa droga, ale gdyby Cancer Plan wypalił, już nigdy nie powiedziałabym "nie możliwe".


Siedzimy, czekamy, nic się nie dzieje
- Ot cała horroru zawiła fabuła,
Aż krew w żyłach mrozi.





Jednak gdzieś tam 
W środku
Wierzę w bajki.

wtorek, 21 stycznia 2014

Wyraz wdzięczności, czyli słowo na osiem liter


Ludziska Moje Kochane, chcę Wam bardzo podziękować za ogromną pomoc, której bardzo potrzebuję i którą ciągle od Was dostaję. Moje życie okazało się być na wagę złota i to w sensie dosłownym, bo dzięki złotówkom, które przelewacie na moje konto oraz dzięki 1% podatku, który przeznaczyliście na moje leczenie, mogłam zacząć leczenie Adcetrisem. Mam szansę wyzdrowieć i żyć! Wy daliście mi tę szansę, bo sama tak ogromnych pieniędzy na leczenie bym nie wyczarowała, choć znam kilka zaklęć. 

DZIĘKUJĘ!!!

Udało się uzbierać 282.515,22 zł, w tym 30.929,00 zł z 1% podatku. Tych pieniędzy starczy mi na 8 podań Adcetrisu! Pełny cykl leczenia to 16 podań, tak więc pora ruszyć z kolejnymi zbiórkami pieniędzy, ale ale... połowa drogi już za nami :) DZIĘKUJĘ KOCHANI LUDZIE!!!

Kłaniam się Ja
Dziewczyna z tupetem
Lub bez
Jeśli halny śmielej zawieje 
I zwieje.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Nikt nie podpowie

Pani, która leży naprzeciwko mnie, lepiej niż ktokolwiek wie, jak opuszczać ciało. Nie wiadomo jednak do końca, czy to ona opuszcza ciało, czy ciało opuszcza ją.

Jestem zawstydzona patrząc na panią Marię. Bezwstydnie obnaża się na niej śmierć. Pani Maria nie waży pewnie więcej niż gdy miała 8 lat. Nie dałabym jej jednak mniej niż 75 lat. Jej metryczka z kolei wskazuje na zupełnie inną kompilacje cyfr 7 i 5. Pani Maria ma 57 lat i jest u kresu swojej podróży. Bez biletu powrotnego.

Jest drobna, ma poranione od odleżyn ciało, nie je, nie pije, mówi szeptem, który można usłyszeć jeśli tylko przystawi się ucho do jej popękanych- jak spalona słońcem ziemia- ust. Nie ma mowy więc o wykrzyczeniu bólu. Cierpi cicho, zbyt bezsilna na utyskiwanie.

Pomyślałabym, że pani Maria nie sypia w ogóle, gdyby nie to, że przyłapałam ją na śnie. Poruszała ustami, jak gdyby z kimś rozmawiała. Drżały jej wargi i wyciągała rękę przed siebie, jakby próbowała czegoś bezskutecznie dosięgnąć. Zastanawiam się, czego pani Maria może teraz chcieć najbardziej, najpożądliwiej, najbłagalniej. Z dóbr powszechnych nieosiągalne jest dla niej chyba wszystko- przełykanie, wydalanie, ruch, głęboki oddech… Nie mam bladego pojęcia, jak Pani Marii jest źle, jak jest głodna i spragniona, jak ją boli, jak cierpi. Zjadłaby zapewne konia z kopytami, ale nie potrafi przełknąć nawet łyżeczki kisielu. Wypiłaby całą wodę z Wisły, ale nie potrafi napić się łyczka. Wzięłaby dupę w troki, ale nie podniesie nawet głowy.

Do walki zagrzewa ją córka: „Mamo, jesteś silna, dasz radę”. Pani Maria ani nie ma sił, ani nie daje rady. Dobrze o tym wie, ale kiwa córce głową na znak, że weźmie jej słowa do serca, byleby tylko sprawić jej tym przyjemność i dać poczucie ulgi, że ma jeszcze na coś wpływ w tej bezradności. Pani Maria kiwnięciem głowy złożyła obietnicę, której nie może spełnić.

Bo jak być silnym, kiedy jest się bezsilnym? Jak dać radę, kiedy nie ma już żadnej rady?

Nikt nie podpowie.




Kochani, wracam dziś ze szpitala. Wigilię spędzę w domu, w moim rodzinnym szczęściu. Na Święta życzę Wam tego właśnie rodzinnego, prostego szczęścia. Szczęścia, które jest przywilejem o którym często zapominamy. No i nie zapomnijcie zaprosić na święta Jezusa! Trudno, żeby nie było solenizanta na Jego własnych urodzinach :) A jeśli możecie- szepnijcie o pani Marii coś Bogu na uszko. Niech jej dobrą miejscówkę w niebie szykuję!