piątek, 12 lutego 2016

Matka Boska

Moja mama często przychodzi się przytulić: przytula siebie moim ciałem i przytula mnie swoim. Nie ważne, czy jestem w pozycji równikowej czy południkowej. Matczyna akrobatyka nie zna współrzędnych.

Kiedy stoję, ona wślizguje się ramionami pod moje pachy. Nie zwisa na mnie, a podpiera mnie. Czuję, że lekko mnie unosi, jakby chciała mi ulżyć, podnieść mnie- nie tylko na duchu, ale dosłownie: na ciele. Jakby chciała ponieść trochę mojego ciężaru.

Kiedy siedzę, ona głaszcze mnie po kudłatej głowie albo przyciska moją łebkę do swojego ciepłego, miękkiego brzucha. Uwielbiam jej brzuch. Jest obfity i pluszowy, falisty jak Shar – Pei. Pod puszystymi piersiami, które mnie wykarmiły zapada się moje lico. Przepasam mamę ramionami i zatapiam się w niej jak w wodnym łóżku. Jest ciepło, uśmierzająco, bezpiecznie. Myślami odpływam w wodach płodowych.

Kiedy leżę w łóżku ona staje koło mnie na baczność i zerka na mnie badawczo. Unosi ramiona do góry jak zawstydzona dziewczynka, kupuje mnie wielkim uśmiechem i czeka na przyzwolenie. Jedno moje skinienie głowy i skacze do mojego łóżka jak mała wiewiórka. Tulimy się pod pierzyną, a rozszerzone naczynka na jej policzkach zalewają się rumieńcem. Oddaje mi ciepło, które przechowuje w termosie swojego ciała. Wylewa na mnie ogrzany napar z matczynej miłości.

Oto Ona
Matka Boska.




26 komentarzy:

  1. Uwielbiam Cię Marzenko... Tak, bardzo Ci kibicuję! Codziennie zaglądam na Twojego bloga. Jesteś wielka!

    OdpowiedzUsuń
  2. ale dałaś...prosto w serce. Każda mama chciałaby przeczytać coś tak pięknego i prawdziwego. uwielbiam Cię czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! No a moja mama jeszcze nie przeczytała, bo jestem głuptas i wstydzę się jej powiedzieć!

      Usuń
  3. Cudnie napisane!
    Też niemal codziennie podglądam i czekam na słów choć kilka...
    Niestety przyszło mi podążać Twą ścieżką chorobą naznaczoną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dużo zdrowia zatem i dla Ciebie!

      Usuń
  4. matczyna miłość jest czymś najbardziej niesamowitym na tym świecie...

    ściskam, Marzenko i cieszę się, że dotykają Cię tak piękne chwile.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, matczyna miłość to musi być coś totalnie niezwykłego i mam nadzieję, że kiedyś poznam jak to jest być po drugiej stronie i być jej dawcą :)
      Ściskam Cię!

      Usuń
  5. To co najbardziej pamiętam to ciepło maminego ciała w utuleniu..
    Chryste..
    jak ja za tym tęsknię:((

    OdpowiedzUsuń
  6. piękne, co napisałaś. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. kocham Panią, Pani Marzeno!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Marzena, przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia i uściski. Wszystkiego dobrego, Kochana! Ola

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzenko jak ja Ci zazdroszcze , ze mozesz poczuc moc matczynej milosci... U mnie juz 17 lat minelo , kiedy tego ciepla i oddania nie czuje... Ciesz sie chwila <3 Pozdrawiam i kibicuje niezmiennie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Przykro mi z powodu mamy. Bardzo doceniam to, że mam jeszcze swoją. I ten jej ciepły brzuch.

      Usuń
  10. Hej, Nazywam się Marta i pierwszy raz piszę o chorobie. Przeszłam dwie operacje w 2013 i 2014. Przeszłam wszystko, ale nie chcę myśleć o tym. Chyba to się nazywa wsparcie ale dobrze mi z tym bo mogę dalej funkcjonować, poza tym byłam na 3 miesiące na chorobowym bo trafiłam stan że czy. Wiem jedno Bóg dodaje i daje mi siłę i zdrowie bo jest wszystko ok. WŁOSY ODROSLY. HURA.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak pięknie trafiłaś w sedno. Codzienne jesteś w moich myślach i modlitwie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Marzenko trafiłam na Twój blog, bo moja siostrzenica lat 17 też od kilku miesięcy choruje na ziarnicę.To bardzo przykre i smutne patrzeć na tę młodziutką jakże zmienioną leczeniem i cierpieniem twarzyczkę. Bardzo mocno trzymam za Was chorujących kciuki i życzę,samych pomyślnych diagnoz i powrotu do pełni zdrowia z pomocą ziemskiej i Boskiej Matki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Marzeno, właśnie poznałam Ciebie i Twoją wyboistą drogę do zdrowia. Jestem pod wrażeniem siły, niesamowitej dojrzałości, wiary i wrażliwości. Moja przyjaciółka od pół roku zwalcza dziada, który wpełzł nieproszony w Jej życie... Moją praktykę jogi zawsze poświęcam Ewki powrotowi do zdrowia, teraz będę też myślała intensywnie o Tobie. Siły, siły, która jest przecież Kobietą. dana

    OdpowiedzUsuń
  14. weź sie patrz w słońce (nie słonice), to fajnie działa na mózg , pobudza daje energii, pomaga przyswajać wit. A i pobudza chęć na coś coś... polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Stety niestety29 marca 2016 16:39

    "powiązanie białaczki z wypełnieniami amalgatowymi i zębami leczonymi kanałowo" http://www.youtube.com/watch?v=cW1VqJ12Li4

    OdpowiedzUsuń
  16. Niech Pani spróbuje połączenia MMS oraz MMS2 - http://davidicke.pl/forum/mms2-jim-humble-t2704.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Nic nie zastąpi matczynego oddania swoim dzieciom... nie tak dawno temu straciłam chorą na nowotwór zaledwie 47- letnią mamę - to były najtragiczniejsze dni jakie do tej pory przeżyłam ja i moje trzy siostry. To prawda - mamy siebie, ale ostatnie cztery lata kiedy wspierałyśmy mamę w żmudnej walce z trudnym przeciwnikiem uświadomiły nam jak ważna jest Ona - Matka. Podziwiam Pani walkę - przypomina mi tę, którą my toczyłyśmy. Nie było mowy o poddaniu się do ostatniej godziny... Życzę wytrwałości - przesyłam jeszcze więcej i więcej pozytywnej energii na każdy kolejny dzień

    OdpowiedzUsuń
  18. orzechy pokonują komórki rakowe :) www.youtube.com/watch?v=EdfHlNXQ9PU

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz jakąś sprawę, z którą chciałabyś się do mnie zwrócić osobiście, możesz to zrobić pisząc na m.erm@vp.pl