czwartek, 12 grudnia 2013

"Piękna i Bestia". Telenowela brazylijska. Odcinek pierwszy.

Z ekscytacji nie mogłam zasnąć, do szpitala wchodzę więc z grubą warstwą podkładu pod oczami. To mój wielki dzień, chwila o której marzyłam. Ubrałam się więc odświętnie, usta umalowałam karminową szminką. Dzięki wielu dobrym ludziom, którzy pomogli mi ziścić moje kosztowne marzenie o zdrowiu, mogę tu dzisiaj być i czekać na pierwszą dawkę leku Adcetris.

Przygotowałam się na to, że przyjdę tu, napoję żyłę kroplówką i wyjdę. Tylko na moment, w przelocie, jak gość, który wpadł po drodze na kawę. Na miejscu okazało się, że muszę zostać. Brat, który przyjechał tu ze mną musi wrócić do domu i spakować mnie na kilkudniowy pobyt. Ja tymczasem wskakuję w szpitalną piżamkę i nie specjalnie cieszy mnie to, że spędzę tu kilka dni. Wiem, że nie czeka mnie tu nic strasznego, przyjechałam tu w końcu zdrowieć, nie chorować. Jednak na każdym rogu czyhają na mnie wspomnienia, które powodują, że po ponownym zapoznaniu się z zapachem szpitala mam ochotę uciec tam, gdzie pieprz rośnie. To jednak bardzo daleko, jest zimno, a ja mam na sobie tylko piżamę i klapki, więc rezygnuję z dalekiej podróży.

Przekraczam prób oddziału, a to wystarczający powód, abym odczuła skutki uboczne chemioterapii, której jeszcze nie przyjęłam: mdli mnie, chce mi się wymiotować, zaczyna boleć mnie brzuch. Wchodzę na salę, czuję zapach płynów dezynfekcyjnych, witam się niemrawo z nowymi towarzyszkami spontanicznych podróży od łóżka do kibelka. Panie ze średnią wieku 70 lat przywitały mnie uśmiechem- to dobry znak. Widać są jeszcze wystarczająco silne, żeby unosić kąciki ust.

Woła mnie pielęgniarka na EKG. Rozbieram stanik, poziomuje ciało na kozetce, cycuszki rozglądają się na boki. Ściągam spodnie. Mam piękną, bujnie owłosioną sarnią nogę, a to znak, że nadeszła zima. Jak pijawki zasysają się gumowe bańki aparatury na mojej skórze. Gotowe. Pielęgniarka wyrwała maszynie papierowy język, który omal nie oblizał podłogi. Sejsmograf pokazuje, że moje serce nadal dobrze bije i choć osobiście nie uznaję żadnych form przemocy, o biciu już nie wspominając, głaszczę swoje serducho w wyrazie uznania.

Wracam na salę. Jest tu jakoś dziwnie. Panie ze sobą rozmawiają. Tak, to bardzo dziwne, nie wiem tylko czemu. Aha, telewizor nie działa? Nie działa. Płaski kineskop wisi na ścianie, ale szpitala ponoć nie stać na dekoder. Telewizor wisi więc jak obraz, a w jego plastikowej ramie można podziwiać nieruchomą głębię czerni ekranu. Nad wyraz to nieekscytujące. Nie działa telewizor, pożeracz cennego czasu, marny budowlaniec relacji w rodzinie, twórca złudnego poczucia bycia blisko świata. Nie działa telewizor, a to znak, że będzie się działo.

Pani Urszula, Wanda i dwie panie Jadwigi. Emerytki w zaawansowanym stopniu dojrzałości. Cudowne kobiety, otwarte, radosne, z poczuciem humoru i dystansem do siebie. Jedna z Jadwig pracowała jako animatorka postaci Misia Rymcimci i podkładała głos do wielu znanych mi z dzieciństwa bajek. Potrafiła naśladować głos kilkuletniego dziecka, ale najzabawniejsza była, gdy naśladowała staruszkę, choć sama miała 74 lata. Zafundowała nam godzinę szczerego śmiechu. Dzień zaczynała od pomalowania ust na czerwono, odwiedzał ją bowiem pewien urodziwy lekarz, a wiadomo- krew nie woda. Biedak. Zbyt przystojny, żeby obyło się bez komentarzy, bo jego wyjściu…

Pani Urszula: No piękny lekarz, trzeba przyznać. Mnie wypada adorować jawnie lekarza, bo jestem już stara. Jakbym miała 50 lat mniej, to pewnie bym się krępowała, a tak? No a trudno przejść obojętnie wobec takiego młodego, wyrzeźbionego ciała…
Pani Wanda: To, że jesteśmy stare nie znaczy, że nie lubimy sobie popatrzeć.
Pani Jadwiga: No bo cóż jest złego w podziwianiu piękna? Mam artystyczną duszę wrażliwą na takie bodźce estetyczne!- dodała wytwornie animatorka z wiśniowymi ustami.

Och, cudne te kobiety. Piękne, zadbane, emanowały energią i seksapilem. Pozwoliły mi zapomnieć o zapachu antybakteryjnego mydła i nawet mdłości mi przeszły. Uwielbiam starsze panie, tyle w nich mądrości i szaleństwa. Dużo rozmawiałyśmy o mężczyznach, o kobiecości w chorobie, o miłości, tej szczęśliwej i tej Nie Był Ciebie Wart. Nie spinałam się, mówiłam swoim językiem, a kiedy stwierdziłam elokwentnie, że „mam już od tego szpitala fest zrytą psychikę”, panie przytaknęły mi na znak, że dobrze mnie rozumieją. Była między nami nić porozumienia. A nawet włóczka.

Od nitki do kłębka i tak minęły mi dni w szpitalu. Tę ważną chwilę, kiedy Adcetris spływał do mych żył, aby zidentyfikować, namierzyć i zniszczyć przeciwnika… przespałam. „Dożyłki” minęły jak z bicza strzelił, a mnie pozostało czekać na kolejne wezwanie w sprawie rozwodowej z powództwa Marzeny Erm przeciwko parszywcowi Chłoniakowi Hodgkina. Chylę przed Wami swe ogromne czoło i dziękuję, że pomagacie mi opłacić płatnego zabójcę nachalnych kochanków. Co ja bym bez Was zrobiła? Psińco- jak powiedziałby Azor. 

_________________________________________________________________________________


Filmowy Post Scriptum na dobranoc


25 komentarzy:

  1. Marzenko, naprawdę podziwiam Cię. Masz tyle optymizmu w sobie, że mogłabyś obdarować nim przynajmniej pół świata.
    Zdrowiej jak najszybciej, bo warto :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Cię za sposób w jaki się komunikujesz! <3 i nieustająco życzę Wyrolluj skurwiela!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Byle do przodu Marzena. Cieszę się ze masz tyle siły w sobie (super kawałek o owlosieniu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owłosionego to był dość spory kawałek ;))

      Usuń
  4. Piekniy masz usmiech, a o oczach nie wspomne!
    Pamietam o Tobie...
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  5. Marzena - cudowna, radosna, dzielna, pomysłowa i piękna Kobieta!

    OdpowiedzUsuń
  6. jedziesz Dziewczyno z tym natrętem!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna jesteś i pięknie walczysz! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny blog!
    Zapraszam do siebie:)
    Obserwujemy?:>

    OdpowiedzUsuń
  9. Super fajna z Ciebie kobieta z pasjami, trzymam kciuki z całych sił, będzie dobrze bo musi.Pozdrawiam gorąco z Norwegii. Wiola

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak sie ciesze, ze sie odezwalas - wchodze codziennie i czekam.
    ZYCZE zdrowia - modle sie za Twoje zdrowie i trzymam kciuki
    S.P

    OdpowiedzUsuń
  11. Marzenko kochana Trzymaj się.. Ja też obecnie przebywam na oddziale na parterze w CO w Warszawie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie i Ty się trzymaj :) Zdrowia!

      Usuń
    2. Dziękuję... Ja już prawie mam koniec leczenia.. Podobno guz jest już tak mały, że nie ma co wycinać. Więc się strasznie cieszę:)

      Usuń
    3. No to nie tylko trzymam kciuki ale i gratuluję! :))

      Usuń
    4. Ja za Ciebie też trzymam kciuki. I wierzę, że szybko się rozwiedziesz z tym Gadem...
      Jestem na dolę i myślę o Tobie skoro ja dostałam takie dobre wiadomości Ty też musisz je dostać...

      Usuń
  12. zazdroszczę Ci wiesz ,nie potrafię nadać swojemu życiu takich barw jakie ma Twoje życie ,cudowna wiadomość o książce ,powodzenia w zdrowieniu .Meg

    OdpowiedzUsuń
  13. Marzenia, rozwód w toku , jak widzę i niech tego kochasia szlag trafi.Pełna podziwu dla Twojej pięknej duszy , że o ciele nie wspomnę .

    OdpowiedzUsuń
  14. To najlepsze wiadomości, jakie można usłyszeć; jesteś cudowną osobą, pelną optymizmu, uśmiechu, piękną i dobrą, myślę o Tobie ciepło; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Marzena, dobrze, że jesteś...

    OdpowiedzUsuń
  16. Oglądając Cię miałam cały czas uśmiech na twarzy:)) takie słoneczka jak Ty powinny dla dobra chorych pracować w Fundacjach - ilość ozdrowieńców gwałtownie by wzrosła:)
    Marzenka strasznie fajnie Cię znać nawet jeśli tylko wirtualnie:)
    Ściskam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam czytać twoje posty. Jesteś taką twardą kobietką, że jakbyśmy wszystkie takie były nikt nie ważył by się nas nazwać słabą płcią. Trzymam kciuki i modle się byś niedługo pokonała przeciwnika i cieszyła się pełnią zdrowia. Przesyłam tysiące buziaków !!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz jakąś sprawę, z którą chciałabyś się do mnie zwrócić osobiście, możesz to zrobić pisząc na m.erm@vp.pl