Ściskam Was!
Chcę coś powiedzieć. Bóg niech czuwa na tym, żebym nie plotła głupot.
Przez miesiąc leczyłam się farmakologicznie, a teraz robię różne badania diagnostyczne i laboratoryjne, z których wychodzi na jaw sporo niedomagań mojego organizmu. Cieszy mnie to, bo lepiej wiedzieć co jest nie tak i móc temu przeciwdziałać, niż żyć w błogiej nieświadomości, która po cichu wykańcza organizm. Dzięki Waszej pomocy stać mnie na takie badania, a później na leczenie tego co szwankuje i niedomaga. Wzmacniam mój organizm do walki z chorobą, ale również do walki ze skutkami leczenia onkologicznego, które mam za sobą. Taki oto paradoks, że lecząc się z choroby nowotworowej później trzeba się leczyć ze szkód w organizmie jakie wyrządza leczenie choroby podstawowej.
Ten Człowiek zmienił moje życie. Stał się moim Przewodnikiem, Troskliwym Bratem, Najlepszym Mistrzem. Jest dla mnie wzorem mężczyzny, obrazem najczystszego Człowieczeństwa.
"Nie umieram, ale żyję. Żyję w całej okazałości: cierpię i cieszę się, czuję się bezradna i przenoszę góry, boję się i skaczę na głęboką wodę. Te antagonizmy żyją we mnie. Teraz cierpię i boję się o swoje życie, ale pewnie za jakiś czas wsiądę na rower i będę bać się, że powietrze zejdzie mi z opon. Armatni kaliber problemów miesza się z powagą kalibru wiatrówki. Doprawdy- nie myślę ciągle o raku."
Nigdy nie byłam tak silna jak jestem. Jestem piękniejsza niż kiedykowiek. Mam w sobie pokłady mądrości, które zawdzięczam innym ludziom, swoim doświadczeniom i Bogu, który jest wielką mądrością. Kilka ostatnich lat, choroba i lęk były bardzo trudne, ale to na nich wyrosłam, zakwitłam i dojrzałam. Dotarcie do granicy wytrzymałości było dla mnie najważniejszą z moich wielu podróży. Nie poradziłam sobie ze wszystkim, a to nauczyło mnie pokory i wyrozumiałości dla siebie i dla innych. Jestem pełna współczucia i miłości dla mojego chorego ciała, które próbuje jak najdłużej być świątynią dla mojego ducha. Dziękuję mu za to.
Kastracja chemiczna. Tak bym to nazwała. Walisz w żyły chemię, ona wali we wszystkie szybko rozwijające się komórki. Rozwala jednak nie tylko te nowotworowe, ale każde inne, które mają wysoki metabolizm, jak chociażby komórki włosów czy komórki jajowe. Terapia przeciwnowotworowa jest terapią anarchistyczną i działa na zasadze "fuck the system". Rozwalić wszystko! Nie będzie niczego- jak powiedziałby pan Kononowicz. Oczywiście intencje są dobre- rozpiepszyć raka. Niestety chemioterapia to jak strzelanie z torpedy do muchy. Może i trafisz, ale rozwalisz też wszystko w okół. Możesz też rozwalić wszystko wokół, a mucha i tak umknie. Legendy głoszą, że ktoś trafił w muchę nie uszkadzając tynku.